W podstawie kamiennych schodów, wiodących do portyku, odkryliśmy małe drzwiczki, które otwierały wejście do piwnicy. Panuje w niej trudny do wytrzymania smród, na który składa się woń wydzielana przez gnijące elementy drewniane i pokrywającą ściany pleśń. W jednym z piwnicznych pomieszczeń natknęliśmy się na sortującego ziemniaki staruszka, który jedynie głębokim westchnieniem skwitował pytanie o przyczyny upadku pałacu i parku i odesłał nas po informacje do mieszczącej się w typowym dla budownictwa pegeerowskiego obiekcie dyrekcji. Pan dyrektor Zbigniew Rynkal poinformował nas, że „nauka polska" jest tak biedna, iż nie stać jej na utrzymanie i wykorzystanie takiego obiektu jak pałac w Młochowie. Trudno się z tym zgodzić, skoro pałac w Falentach, o którym opowiemy za chwilę, również znajduje się w rękach „nauki polskiej", a mimo to, a może właśnie dlatego, jest zadbany i dobrze utrzymany. Być może Instytut Melioracji i Użytków Zielonych jest bogatszy od Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin? A może po prosto jest lepiej zarządzany, a jego kierownictwo wykazuje większe zainteresowanie zabytkowym obiektem, w którym się znajduje? Jak by na to nie patrzeć, „nauka polska" opuściła pałac w Młochowie i zasadniczo przestała się nim interesować. Wzbudził on natomiast ogromne zainteresowanie młochowskiego proboszcza parafii Św. Michała Archanioła, który zajął jeden z pawilonów, o czym świadczy umieszczony na nim niebieski napis „MARYA". Także z inicjatywy proboszcza pawilon „ozdobiono" żółtym eternitowym zadaszeniem. Nie znaczy to jednak, że proboszcz przystąpił do remontu pawilonu. Zajął się za to skutecznym odstraszaniem potencjalnych nabywców pałacu i parku, zamierzających zainwestować w ich renowację. Formalny właściciel założenia pałacowo-parkowego, czyli reprezentowana jeszcze przez Instytut Ziemniaka „nauka polska", ogłosił przetarg, który cieszył się nawet sporym zainteresowaniem, co w dobie prywatyzacji obiektów zabytkowych i ciągot polskiej elity finansowej do posiadania rezydencji pałacowej nikogo nie powinno dziwić. Niestety, potencjalnym inwestorom ksiądz proboszcz oświadczył krótko: pałac jest jego własnością, otrzymał go bowiem od hrabiego!!! Ciekawe tylko od którego i kiedy?
Efektem tego działania jest postępująca degradacja wspaniałego pałacu, zamieszkanego dziś przez dzikich lokatorów i koty oraz wykorzystywanego przez emerytów jako magazyn ziemniaków. Tak oto, liczący sobie niemal dwieście lat obiekt, z rangi pałacu stoczył się na poziom ruiny, a z Instytutu Ziemniaka stał się jego przechowalnią. Wszystko to dzieje się w państwie, które utrzymuje coraz to większą rzeszę urzędników Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.